Ja terrorysta?

IMG_0126

Na jednym z murów przy ulicy Franza Josefa w Wiedniu ktoś odmalował z szablonu hasło „Tourist are terrorist”. To twierdzenie zadziałało na moją wyobraźnię. Zacząłem kombinować i pytać sam siebie – Ja też?!

No bo niby dlaczego? Jestem wprawdzie turystą nawiedzającym od czasu do czasu rozmaite miejsca tu i ówdzie, ale czy moje zachowanie jest aż tak naganne by porównywanie mnie do terrorysty było uzasadnione? Przecież jadąc w inne kraje, w obcych miastach samochód zawsze zostawiam na obrzeżach, po mieście poruszam się „z buta”, metrem albo autobusem, a śmieci nie wyrzucam na chodnik. Z drugiej strony „robię tłum”, szwędam się, łamię zasady i spokój mieszkańców – staję się intruzem, „ciałem obcym”. Zatem może rzeczywiście, jako turysta bywam w pewnym sensie „terrorystą”?

Dylematu nie rozwiązałem do dziś. Wiem co najwyżej, że nie wszyscy turyści łamią sobie nad nim głowę. Z kolei dla mieszkańców obszarów turystycznie docenionych sprawa też nie jest prosta. No bo jak to jest na przykład z naszymi trzema miastami? Turysta to gość i źródło dochodów, ale też intruz, śmieciarz i generalnie zło konieczne. No właśnie, konieczność jest z kategorii tych wyższych, bo czymże byłby Gdańsk albo Sopot bez turystów? Czym byłaby Gdynia bez tłumów na Skwerze Kościuszki?

Nie wiem, jakie będą tegoroczne zyski trzech miast w branży turystycznej. Finansowe podsumowanie poznamy pewnie za kilka tygodni, po tak zwanym sezonie. Wiem tylko, że każde z tych miast traktuje turystykę jak dość istotne i prestiżowe źródło dochodu i formę promocji. Każde oczywiście na swój sposób. Gdańsk mieni się jako miasto dumne, pomnikowe, żywe muzeum i lider chwytający w żagle wiatr przemian. Jednak to nie nowoczesność a historia ma być tu magnesem. Sopot zaś inaczej – jest ludyczny, rozrywkowy, słoneczny i wyluzowany. Są wprawdzie muzea i galerie, ale „umówmy się”, nie one przyciągają tłumy do kurortu. Gdynia z kolei jest nowoczesna i zadowolona z siebie. Obok tysiącletniego Gdańska kusi młodością, świeżością i witalnością. Ale do zaoferowania ma także coś tradycyjnego – tak zwane tradycje morskie. I są one głównym jej atutem, bo mało kto przyjeżdża do Gdyni podziwiać modernistyczną architekturę.

Niezależnie od możliwości, miasta liczą kasę jaką zostawiają na miejscu turyści. I z tego liczenia wynika na przykład, że w ubiegłym EURO-roku przyjezdnych było w Gdańsku więcej niż w latach minionych, ale za to zostawili mniej pieniędzy. Polscy turyści zostawiali tu średnio o 92 zł mniej na osobę, a zagraniczni – o 193 zł mniej na osobę. Tak podają autorzy raportu Instytutu Eurotest „Turystyka gdańska w sezonie letnim 2012 roku”.

Sopot natomiast opracował specjalny dokument pt. „Strategia rozwoju klastra turystycznego w Sopocie na lata 2012-2016”. Możemy w nim przeczytać m. in.:

Cel nadrzędny Sopockiego Klastra Turystycznego: w latach 2012-2016 wzrost wartości rynkowej podmiotów sektora turystycznego wynikający z podejmowanej wzajemnie kooperacji.

I wszystko jasne, prawda? A tak poważnie, „Misja Sopockiego Klastra Turystycznego” jest taka:

„Wzmocnienie konkurencyjności sopockiego sektora turystycznego oraz atrakcyjności Sopotu jako destynacji turystycznej poprzez:

prowadzenie działań wspomagających rozwój i promocję przedsiębiorstw działających w branży,

tworzenie sprzyjających warunków dla prowadzenia działalności biznesowej
rozwój zasobów ludzkich w sektorze

transfer wiedzy do biznesu

animowanie współpracy pomiędzy przedsiębiorstwami, administracją lokalną, stowarzyszeniami branżowymi, placówkami edukacyjnymi i badawczo-rozwojowymi oraz innymi zainteresowanymi podmiotami mających doprowadzić do zwiększenia efektywności działania biznesu turystycznego w Sopocie, a tym samym przyczynić się do rozwoju społeczno-gospodarczego Miasta”.

Czyli dla Sopotu turystyka to rozwój. To jest zrozumiałe. Wracając zatem do pytania o to, „czy turysta to terrorysta?”, należałoby udzielić odpowiedzi dość oględnej i niejednoznacznej. Ciekawe bowiem, że w dobie wirtualnego poznawania świata, ludzie tak chętnie i często przemieszczają się z miejsca na miejsce i chcą samodzielnie i osobiście przekonać się jak wygląda i funkcjonuje to, co znają już z internetu lub telewizji. Przemysł turystyczny to potęga, a choć jest wynalazkiem starożytnym, to właśnie teraz trwa jego rozkwit. Mieszkańcy miejsc leżących na turystycznych szlakach zdają sobie z tego sprawę. Współczesne miasta zamieniły się w swoiste muzea pod gołym niebem. Jeśli tylko jest coś, co warto wyeksponować żeby przyciągnąć obcych, to jest to wyeksponowane. Każde niemal miasto chce być „turystycznie atrakcyjne”. Znam nawet, wcale niemałą, miejscowość na południu Polski, w której centrum stoi rozwalający się, zrujnowany, od lat nieużywany Dom Kultury z kinem, a nieopodal popada w ruinę i zarasta dawny stadion dawnej piłkarskiej drużyny pierwszoligowej i popularny niegdyś w mieście basen, ale główne wysiłki władz idą w kierunku wypromowania i tak znanego już w całej Europie zamku i palmiarni.

Dziś organizmy miejskie nie mogą funkcjonować bez myślenia o przyjezdnych. O tych, którzy mogą odwiedzić, podziwiać, odpoczywać, jeść. Konsumować towary, usługi i zostawić na miejscu pieniądze. Lokalni mieszkańcy godzą się na niedogodności wynikające z obecności obcych. Czerpią z tego zyski. Uzależniają się. W skali globalnej i lokalnej czasem ma to dramatyczne skutki. Ale bywa zyskowne w skali pojedynczego człowieka, jednej rodziny. Błędne koło. No właśnie – czym byłby Sopot bez tłumu turystów na Monciaku?

Rzecz oczywiście nie polega wyłącznie na finansach. Nie mniej istotny jest prestiż, marka, rozpoznawalność. Nawet gdyby do niczego poza samonakręcaniem się turystycznej koniunktury owa rozpoznawalność miała nie być przydatna.

Z drugiej strony, czy turysta nie jest sam poddawany terrorowi miejsc, które „koniecznie trzeba zobaczyć”?

Odsyłam do kilku ciekawych dokumentów poświęconych turystyce w trzech miastach:

W Gdyni

W Sopocie

W Gdańsku

I jeszcze raz w Gdańsku

Reklamy

2 Responses to Ja terrorysta?

  1. nie ma opcji says:

    Problemem tej miejscowości na południu Polski jest bieda, bezrobocie i totalna nieatrakcyjność turystyczna, więc trochę zrozumiałe, że łapie turystów na wszelkie możliwe sposoby, szczególnie na rzeczony zamek (że nie wspomnę ile przyjemność zwiedzania przybytku kosztuje i jak nieopłacalny jest remont). Miejscowość ta ma ogromny potencjał, mogłaby promować się bez problemu na tym, co jest w jej granicach (zamki, podziemia), tylko komuś brakuje pomysłu i trudno skusić ludzi na coś poza głównym nurtem.

  2. w rzeczy samej. zgadzam się. ta miejscowość jest mą rodzinną i wprawdzie nie mieszkam w niej ze 20 lat, to bywam co jakiś czas. atrakcyjność turystyczna jest, tyle że zdewastowana i schowana głęboko w czarnej dziurze. a wszystkie kolejne władze nie umieją z miasta zrobić, jeśli nie perełki, to przynajmniej solidnie zadbanej i doinwestowanej miejscowości na przygranicznym szlaku handlowym i turystycznym. podziemia, bunkry, zamki, lasy, góry, szyby pokopalniane itp. itd. brać, przebierać i wybierać. a tymczasem klęska. czasem myślę, że skoro nikomu nie udaje się odczarować tej miejscowości, to być może ta niemoc jest celowa. (?)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: