Lewa, prawa, nasza

Czy aktywista miejski to z definicji lewak?
Wśród moich znajomych aktywnie działających na rzecz ich lokalnych społeczności, czy też szerzej rzecz ujmując, wśród moich znajomych aktywistów miejskich, „miejskich partyzantów”, działaczy obywatelskich itp. itd., większość stanowią ludzie o lewicowych lub lewicujących poglądach. A przynajmniej „niepraktykujący”. W grupach obywatelskich w Gdańsku, Sopocie, Gdyni to właśnie działaczki i działacze (wyjątkowo zachowuję ten politporawny podział na płcie tak eksponowany w dobie równouprawnienia z grzeczności i jako ukłon w stronę owych znajomych) związani ze środowiskami a to „Krytyki Politycznej”, a to Partii Zielonych lub Partii Kobiet, ewentualnie organizacji pozarządowych działających w sferze równościowej, stanowią bazę. Nie oznacza to, że wśród aktywistów brak ludzi sytuujących się światopoglądowo i społecznie mniej lub bardziej na prawo. Są, tyle że w śladowej liczbie.
Obserwuję od dawna ten statystyczny dysonans i zastanawiam się, skąd się bierze. No bo tylko postępowością „nowej lewicy” i wstecznością konserwy wytłumaczyć się tego nie da. W Gdańsku naliczyłem czterech zainteresowanych działaniami na rzecz miasta, czy swojej dzielnicy, o prawicowych poglądach. Jeśli jest ich więcej, to chyba siedzą w piwnicach zamiast działać. A być może po prostu siedzą w kościołach.
No właśnie, czy człowiek prawicy – a konkretnie tradycji i wiary – skazany jest na uczestniczenie w życiu społecznym jedynie na poziomie parafii, grupy wyznaniowej, wspólnoty ewangelizacyjnej? W wielu parafiach i świątyniach obserwowałem licznych młodych i starszych, którzy z oddaniem i zaangażowaniem, ba! pasją prawdziwą i gorącą, uczestniczyli w spotkaniach, liturgiach i innych okazjach do zamanifestowania przynależności do Kk. I spełniali się tam pewnie znakomicie. Z drugiej strony, jakże mocno brakuje tych młodych i zaangażowanych poza murami świątyń, wśród mieszkańców dzielnic. Ich jedyna aktywność ogranicza się do parafialnych festynów i ulicznych ewangelizacji. Kiedy przychodzi czas na działanie dla dobra wspólnego, ponad światopoglądowymi podziałami, nagle zaczyna ich brakować. Tak, jakby życie wiązało się li tylko z życiem parafii. Nie byłoby źle, gdyby swoje społecznikowskie talenty zechcieli wykorzystać na „świecki” sposób, włączając się działania grup obywatelskich. Wtedy i same grupy musiałyby uwzględniać szersze spektrum światopoglądowe, co chyba by im nie zaszkodziło. Nie sądzę, by stanowiło to problem, bo ci nieliczni „prawicowi”, którzy już działają, problemów większych nie mają. Po prostu ruchy miejskie zajmują się potrzebami mieszkańców, obywateli miast, nie działają w obszarze „wielkiej polityki”. Byłby to przy okazji dobry test na pluralizm, oddolność i niezależność ruchów miejskich.
Może być też i tak, że skoro brakuje wśród aktywistów ruchów miejskich ludzi o bardziej konserwatywnych poglądach, zabraknie ich w przyszłych samorządach, kiedy nawet kluby PiS czy innej partyjnej usankcjonowanej prawnie prawicy, nie będą w stanie samodzielnie wpływać na losy miast. A wtedy, jeśli np. gdańscy radni zechcą uchwalić zapis o dofinansowaniu przez miasto zabiegów in vitro – sorry, taką mamy  radę miasta, panie i panowie z parafii. Nieobecnością nie dacie sobie szansy na udział w debacie. A życie, nawet to wieczne, zaczyna się tu – w waszej dzielnicy, w waszym mieście.

Reklamy

3 Responses to Lewa, prawa, nasza

  1. Ems says:

    Tak utarło się, że prawica przyjmuje świat zastany, więc nie dąży do jego zmiany (czy to przestrzeni miejskiej, czy światopoglądu) Teraz mieszkam „na wsi” i moja wieś jest, by nie silić się na przesadę, straszna w kwestii wizualnej. Czemu? Bo od kilku lat rządzi prawica wespół z Kościołem. Może coś w tym jest.

  2. Alicja says:

    Przeczytałam o planach budowy przejścia podziemnego dla pieszych i rowerzystów w Gdyni – od dworca PKP do Śląskiej – w imię „świętej przepustowości”. Jestem zbulwersowana! Na całym świecie odchodzi się od podziemnych przejść, zasypuje się je, uspakaja się ruch samochodowy w mieście, a tu chce się wpuścić jeszcze większą ilość aut, ludzi wpędzić pod ziemię, zniszczyć przestrzeń miejską, uczynić ją bardzo nieprzyjazną dla ludzi. Nie doczytałam się też, żeby ktokolwiek protestował przeciwko temu pomysłowi! Może tu znajdę kogoś, kto zająłby się zorganizowaniem protestu? Sama nie mieszkam w Gdyni od lat, ale wciąż chętnie odwiedzam to miasto i nie mogę pogodzić się z niszczeniem tego pięknego miasta!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: