Znasz li to miasto?

obserwacje

W marcu 2009 roku badacze z grupy „Physis Stadt” przeprowadzili arcyciekawy i w sumie genialny w swej prostocie (koncepcyjnej, bo realizacyjnie było to karkołomne przedsięwzięcie) eksperyment. W ciągu 16 dni przeszli(!) – tylko raz – każdą ulicę w Tiranie. Przeszli, sfotografowali, opisali to, co widzieli. Po co? Ich celem było znalezienie odpowiedzi na kilka pytań/problemów. Oto one:

1 Czym jest miasto jako całość?

– spójność/zależność pomiędzy częściami miasta

– granice

– centrum/peryferie

– sieci/systemy połączeń

– wewnętrzna logika/habitus miasta

2 Czym jest i jak przejawia się miasto jako materialny przedmiot?

– ciało fizykalne/ciało ożywione miasta

– miejskie systemy

– estetyzacja/dekoracje

– głębia i powierzchnie

– materialne wyrazy praktyk społecznych

– powstawanie/transformacja miasta

Spieszę uspokoić – nie zamierzam rozkładać na czynniki pierwsze naukowych efektów tych badań. Powyższe zagadnienia przytaczam, bo są interesujące i nakłaniają do refleksji, a ponadto dają obraz tego, o co badaczom chodziło.

Samo badanie jest ciekawe i inspirujące także w rozważaniach o Gdańsku czy Gdyni. Pod względem liczby ludności Tirana i Gdańsk są podobne, choć to niejedyne podobieństwa. Jako że przed naukowcami pojawiły się pewne problemy już na etapie logistycznego planowania projektu, warto o nich napisać, bo jeśli ktoś podjąłby się podobnego zadania w Gdańsku i Gdyni, natrafiłby na podobne dylematy. (Świadomie pomijam Sopot, bo jednak skala i charakter miasta zupełnie inny, inny cykl przemian i rozwoju itp. itd.) Otóż po pierwsze, badacze musieli ustalić, co uznają za ulicę. Czy są to tylko oficjalnie naniesione na administracyjne mapy trasy, wybrukowane, otoczone domami, jednym słowem oficjalnie zamieszkałe i użytkowane? Czy może należy za ulice uznać także drogi nielegalne, wydeptane, powstające w nielegalnych kwartałach miasta, wśród samowoli budowlanych i nielegalnie podłączone do miejskiej infrastruktury? Jeśli kogoś dziwi szukanie tu podobieństwa Tirany do na przykład Gdańska, to przypomnę całe obszary nielegalnie zajmowanych ogródków działkowych i altanek, ulice i domy przeznaczone do wyburzenia, pustostany zasiedlane okresowo przez bezdomnych, domy stawiane wśród dawnych łąk. Ponadto należy zastanowić się, jak traktować tereny zakładów tzw. zamkniętych i zamknięte osiedla, na które nawet pieszo trudno wejść bez zaproszenia. Jak podczas takiego badania należałoby potraktować wszystkie place budów z nienazwanymi jeszcze oficjalnie ulicami, porty w Gdańsku i Gdyni, zamknięte dla przechodniów, teren okrojonej Stoczni Gdańsk? Podobnych dylematów jest wiele. Może trzeba porzucić myśl o przejściu miasta w jego systemach podziemnych i przyjąć za terytorium badawcze tylko to, co na powierzchni? Ale na powierzchni z pominięciem prywatnych mieszkań obywateli miasta (choć mieszkania to przecież tez miasto). Tak zrobiono w Tiranie. Jak przejść trasy szybkiego ruchu znajdujące się w obszarze administracyjnym miasta? Kolejny problem to pytanie, co uznać za materialny przejaw funkcjonowania miasta. Intensywność życia w centrum jest nieporównywalnie większa i bardziej zróżnicowana, niż na peryferiach, gdzie w pewnych dniach i w pewnych godzinach, tylko pełne śmietniki i poustawiane na osiedlowych parkingach samochody, świadczą o długotrwałej, choć nieintensywnej obecności życia. To oczywiście pozory, bo życie w osiedlowych blokach toczy się w najlepsze. Tylko czy to życie miejskie/wielkomiejskie?

To co ciekawe, a niekoniecznie widoczne od razu, w tym badaniu sprzed czterech lat (bo badanie skupiało się na materialnych przejawach istnienia), to próba wyodrębnienia materialności miasta i jego idei. Samo badanie i postawione w nim pytania graniczą z filozoficznym pytaniem o to „czym w ogóle jest miasto?” Dla mnie interesujące jest jeszcze coś. Kiedy wyobraziłem sobie przygotowania do podobnego badania poznawczego w Gdańsku i w Gdyni, zdałem sobie sprawę z tego, że dla mnie – choć zwracam uwagę na materialne przejawy funkcjonowania miasta – ważniejsza od materii jest idea. Miasto jest ideą, jest obrazem idei. Stąd bierze się skrót myślowy, który pozwala nam z przekonaniem wypowiadać takie zdania: „Znam to miasto jak własną kieszeń”, „To moje miasto”. Nikt przecież nie zna miasta dosłownie i w pełni. Nikt dosłownie nie musi znać miasta. To deklaracje umowne. Znamy miasto pobieżnie, rozumiemy mniej więcej zasady jego funkcjonowania, kojarzymy garść faktów z przeszłości, mówimy o tym – jednak mamy na myśli nie odzwierciedlenie materialnej rzeczywistości, a jedynie ideę. I ta idea jest najważniejsza. Kiedy mówię, że znam Gdańsk, to nie dlatego, że znam „całe miasto”, ale dlatego, że „czuję się stąd”. Gdyni nie znam bardziej dlatego, że „nie czuję” tego miasta, niż dlatego, że w nim nie mieszkam.

Na koniec jeszcze luźna refleksja.

Możliwości poznawcze ograniczone są do pewnego zasobu terytorialnego. To wynik czynników zewnętrznych i leżących w indywidualnych cechach danego człowieka. Znam kilkoro dorosłych gdańszczan, którzy nigdy nie byli w Stoczni Gdańsk, ani nawet na terenach postoczniowych. Znam też dorosłą mieszkankę Gdańska, która nigdy nie była w Gdyni. Lokalność jest nam bliższa i bardziej naturalna od tego, co globalne.

Reklamy
%d blogerów lubi to: