Dla dobra wspólnego

Nie komentowałem meczu Gdańsk-Gdynia jaki rozegrał się na łamach Gazety Wyborczej Trójmiasto, bo uznałem, że cała debata po pierwsze nie doprowadzi do żadnych rozstrzygnięć, a po drugie nie znam intencji autorów pomysłu na taką gdańsko-gdyńską przepychankę.

Czytałem jednak wszystkie teksty z uwagą, a nawet wymieniłem kilka zdań na nakreślony przez gazetę temat z pierwszym rozmówcą, którego GW zaprosiła do debaty, czyli z panem Mariuszem Czepczyńskim, naukowcem z Instytutu Geografii Uniwersytetu Gdańskiego zasiadającym w Radzie Kultury Gdańskiej.
Jego zdaniem po pierwsze tożsamość trójmiejska nie istnieje, po wtóre, trudno dociec komu i czemu jej istnienie miałoby służyć (gdyby np. ta lub inna gazeta/instytucja/grupa teraz zechciała ją usilnie stworzyć i wypromować). Z drugiej jednak strony naukowiec zauważa, że mieszkańcy trzech miast „funkcjonalnie żyją w jednym systemie miejskim z jednym czy dwoma centrami handlowymi, uczelnią, lotniskiem, mediami (…)”. Mieszkańcy tego organizmu/tych organizmów spotykają się na głównych ulicach albo w wagonach SKM (warto dodać, że za jakiś czas będą potykać się w wagonach PKM) równie często jak mieszkańcy Pragi Północ i Mokotowa na ulicach Warszawy.

No właśnie – to jest ciekawsze niż to,czy jeden prezydent dogada się z drugim. Moim zdaniem nie dogadają się, a co najwyżej będą zawierać czasowe i celowe sojusze okupione bolesnymi dla obu panów kompromisami.

Czy geograficzna bliskość i połączenia komunikacyjne tworzą jeden organizm miejski? Czy można mówić o jednolitości w sytuacji kiedy trzy miasta różni choćby historia? A dodajmy do tego specyfikę, status ekonomiczny, możliwości indywidualnego rozwoju i lokalne ambicje polityczne. Co tworzy rzeczony organizm miejski? Zabudowa, siatka komunikacyjna, rynek pracy itp.? Czy może sami mieszkańcy jako grupy połączone koligacjami rodzinnymi, towarzyskimi i zawodowymi?
I jeszcze jedno – czy tkanka miejska to to samo co miasto?

Podejrzewam, że nie. Zatem, skoro nie, to warto zastanowić się nad czymś jeszcze. Na ile świadomość mieszkańców aglomeracji jest zbiorowa, by móc wpływać na kształtowanie myślenia i postrzegania trzech miast jako pewnej całości. Ponadto, na ile łączna zabudowa i bliskość względem siebie trzech miast wpływa na świadomość ludzi i budowę obrazu tych miast jako spójnej (?) całości? Co jest czynnikiem decydującym w myśleniu o tzw. trójmieście – geografia i sieć dróg, czy wspólnota mentalna mieszkańców tego obszaru. Na ile oba czynniki oddziałują na siebie wzajemnie?
Mam jeszcze inne pytanie, na które warto by znaleźć odpowiedź. Czy dla mieszkańców trzech miast trójmiasto to miasto, czy może… trzy różne miasta połączone ową dostrzegalną wszak „tkanką”?

Znalezienie tych wszystkich odpowiedzi jest o tyle przydatne, że to za nimi kryje się przyszłość trzech miast razem i każdego z osobna. To za nimi kryje się odpowiedź, jak trzeba zmienić myślenie o zarządzaniu miastami (i kto miałby to zrobić?), aby aglomeracja jako całość była bardziej skuteczna i konkurencyjna oraz przyjazna ludziom. Przydałaby się debata poświęcona poszukiwaniu odpowiedzi. Nie wezmą w niej udziału dotychczasowi włodarze trzech miast. Nie są chyba do tego zdolni ze swoimi wieloletnimi obciążeniami w postaci m. in. własnych ambicji i politycznego zaplecza. Taka debata mogłaby otwierać pierwszy rozdział kolejnej kadencji nowych samorządów. Pod warunkiem, że znaczący głos i siłę uzyskają w tych wyborach tzw. ruchy miejskie. Co to za coś? To ci wszyscy, którzy dziś walczą o własne dzielnice i o budżety miejskie, którzy teraz patrzą władzom na ręce i słuchają głosów współmieszkańców.

Uważam, że debata poświęcona szukaniu rozwiązań dla wspólnych problemów (a nawet cykl debat) radnych nowej kadencji z trzech miast, wywodzących się z oddolnych inicjatyw obywatelskich, nieprzywiązanych do żadnych partii politycznych powinna otwierać kolejną kadencję samorządów w Gdańsku, Sopocie i Gdyni. Dla dobra wspólnego.

Reklamy
%d blogerów lubi to: