Brand potrzebny od zaraz!

IMG_0082

Nie podobała mi się „stara” gdyńska fontanna i to bardzo. Po przeróbkach jest lepiej, choć może nie doskonale. Niby zmieniła się tylko „skórka” fontanny, ale efekt chyba ciekawszy od poprzedniego.

Dlaczego piszę o gdyńskiej fontannie? Ano dlatego, że ostatnio pisałem o Gdańsku m. in. widzianym z perspektywy tamtejszego Neptuna i bardzo korciło mnie by obok stwierdzenia „mówisz Gdańsk, myślisz Neptun” dopisać „mówisz Sopot, myślisz molo”. Nie chciałem jednak mieszać wątków. Poza tym do takiego zestawu wypadało by jeszcze dopisać hasło dotyczące Gdyni. Tylko jakie to miałoby być hasło? Przecież Gdynia nie ma wizualnego równoznacznika, symbolu opisującego ją w fotograficznym (dosłownie) skrócie.

I tak sobie myślę, że być może niedawne huczne, ponowne uruchomienie odnowionej gdyńskiej fontanny usytuowanej nieopodal Skweru Kościuszki, było próbą wykreowania takiego miejsca-symbolu, który z Gdynią mógłby być wizerunkowo, ikonicznie, utożsamiany. Jeśli tak, to chyba próżny trud i zaraz powiem dlaczego. Ale być może było to tylko oswajanie nowego oblicza znanego wszystkim gdynianom miejsca. Gdyby tak było, to z pewnością była to próba udana. Bo gdynianie, a i przyjezdni, chętnie odwiedzają fontannę, odpoczywają przy niej, fotografują się na jej tle. I dla mieszkańców miasta, i dla turystów, to jest świetny punkt orientacyjny, punkt zbiórek, spotkań. Na tym jednak użytkowa rola fontanny się kończy (poza jeszcze – co oczywiste – niesieniem ulgi i ochłody w upalne dni).

Gdyby fontanna miała pełnić rolę ważniejszą, to tak nie będzie. Jak zresztą nie było do tej pory. Otóż owa fontanna jako forma plastyczna czy obiekt historyczny, nie zawiera w sobie żadnych unikatowych wartości. Taka fontanna równie dobrze mogłaby powstać w Polanicy Zdroju czy w Chorzowie. (Nawet w Rzymie symbolem miasta nie jest Fontanna di Trevi, a największe spośród znanych i ściśle osadzone w historii Imperium Koloseum.)

Gdynia chyba od zarania ma kłopot z ustanowieniem symbolu miasta, swoistego brandu. Nic takiego nie przedostało się do świadomości społecznej, żaden obiekt. I pewnie jest to pewien problem. Gdynia całkiem dobrze poradziła sobie w innej sferze: Miasto z morza, Gdynia tradycyjnie nowoczesna. To dwa hasła opisujące Gdynię i oddające jej klimat, zarówno historyczny jak i współczesny, rozwojowy. Tu na tle Gdańska (Miasto wolności) i Sopotu (Kurort pełen życia) Gdynia nie ma powodu do wstydu. Tylko, że do ustanowienia brandu to za mało. Gdynia w całości jest marką, jej symbolem może być tzw. gdyński modernizm – coś ogólnego i rzeczywiście charakterystycznego. Jednak nie daje się tego przekuć na ikonę. Żaden modernistyczny obiekt w Gdyni, spośród tych widocznych w centrum (bo w tej materii peryferie siłą rzeczy nie mogą się liczyć) nie ma bagażu historii czy wspieranego przez historię mitu, który dawałby przekuć się na symbol miasta rozpoznawalny na całym świecie. Z drugiej strony, nowoczesny i nowy Sea Towers też się do roli ikony nie nadaje. Z przyczyn podobnych do tych związanych z fontanną. A parking na Skwerze Kościuszki to już wcale.

Czy to w ogóle problem dla miasta i jego samorządu? Oczywiście można skwitować całość stwierdzeniem, że niejedno miasto w Polsce i na świecie ma podobny problem i nic złego się nie dzieje. Moim zdaniem to nie do końca prawda, bo nawet jeśli Gdynia radzi sobie całkiem dobrze i nadrabia tę drobną niedogodność na innych polach, to warto mieć swoją „Krzywą Wieżę” albo „Neptuna”. Jestem ciekaw czy kiedykolwiek (poza domniemaniem dotyczącym odnowionej fontanny) były podejmowane próby ustanowienia takiego symbolu, a jeśli tak czy pracowali nad tym jacyś specjaliści od identyfikacji wizerunkowej lub z pokrewnej dziedziny.

Bardzo jestem też ciekaw jak z problemem poradziłby sobie związany w ostatnim czasie z Gdynią najsłynniejszy polski dizajner Janusz Kaniewski.

Reklamy
%d blogerów lubi to: