Posprzątają Bramy Klamana!

To efekt interwencji Gazety Wyborczej Trójmiasto, która to redakcja zaciekawiona moim tekstem postanowiła sprawdzić, kto za utrzymywanie porządku w „Bramach” jest odpowiedzialny i kto w ogóle jest ich właścicielem. [1] Okazuje się, że nikt, jak to nie raz bywa. Dzieło było potrzebne w dniach chwały, czyli w czasie trwania wystawy „Drogi do Wolności”, a dziś nikomu do niczego nie służy. Chyba, że jako szalet.

Tak czy inaczej, urzędnicy obiecali posprzątać i zadbać o to, by „Bramy” dotrwały do planowanych za rok przenosin w lepszym stanie. Cieszę się, że moje pisanie [2] przydało się na coś Gdańskowi i gdańszczanom.

Równocześnie uważam, że muszę przeprosić Grzegorza Klamana za to, że go posądziłem niecnie, iż losem swojego dzieła się nie przejmuje. Jak wynika z tekstu w Wyborczej (w wydaniu papierowym) przejmuje się, ale siły przebicia mu brak. I od tego są media żeby przebijały się od czasu do czasu do kogo trzeba w imieniu „zwykłych ludzi”.

[1] – Tekst w Gazecie Wyborczej

[2] – Tekst na Blogu Trzech Miast

Reklamy

Bramy Klamana czyli gówno prawda!

W wydanej przed rokiem przez Fundację Centrum Solidarności, książce „Tu Stocznia” jest rozdział zatytułowany „Bramy Klamana”. Czytamy tam m. in.:

Instalacja przestrzenna powstała w 2000 r. jako część plenerowa wystawy „Drogi do Wolności”. Całość składa się z dwóch „bram” połączonych rampą. To antypomnik, który wyraźnie odchodzi od narodowo-patriotycznej symboliki oraz tradycji upamiętniania wydarzeń historycznych. (…)

Po wejściu do środka odbiorca staje pomiędzy dwoma elektronicznymi wyświetlaczami tekstu biegnącego wzdłuż ścian. (…)

Konstrukcja „Bramy I” została przygotowana w taki sposób, aby wywoływać wrażenie zaburzenia równowagi. Doświadczany przez oglądających zawrót głowy zostaje skojarzony z przełożonym na doznanie psychofizyczne zabiegiem indoktrynacji. (…)

„Brama II” nawiązuje do niezrealizowanego projektu >>Pomnik III Międzynarodówki<<, autorstwa rosyjskiego konstruktywisty Władimira Tatlina. (…)

Struktura ta symbolizuje rozpad totalitarnej ideologii. (…)

Tyle cytat i koncepcja. Mniejsza o to, że niespecjalnie „bramy” Grzegorza Klamana do mnie przemawiają. Miał autor wizję, dorobił ideę i zamienił w dzieło. I skoro to dzieło stanęło i wpisało się – czy tego chcemy, czy nie – w przestrzeń kojarzoną ze Stocznią, z solidarnością (przez wielkie i małe „s”), to zdawać by się mogło, że będzie w tej przestrzeni funkcjonować zgodnie z zamierzeniem artysty. Ale czy tak jest?

Odór uryny i kału, miesza się z obrazami rozkładu i upadku. Ponurego wnętrza „Bramy I” nie rozświetla żaden napis, wyświetlacze zlewają się z wolna z rdzawymi naciekami na ścianach konstrukcji (zresztą nie mam pewności, czy nie pozostał już tylko jeden wyświetlacz). Porozbijane butelki po piwie i wódce, zużyty papier toaletowy, zgnieciony plastik podarte worki – oto co zastaje tak zwany odbiorca, który w założeniu twórcy i organizatorów wystawy z 2000 roku miał przechodzić przez bramy oświetlone silnym światłem w drodze do „sali BHP, budynku dyrekcji czy innych miejsc znajdujących się na terenie stoczni”.

Ten stan rzeczy trwa od lat, niezależnie od pory roku. To, że sąsiadujące z Pomnikiem Poległych Stoczniowców i powstającym ECS „bramy” stały się wstydliwym złomem sterczącym strzeliście z ziemi ku owej mitycznej „przestrzeni wolności” nie obchodzi ani autora rzeźby Grzegorza Klamana – współtwórcy m. in. działającego na terenie Stoczni Instytutu Sztuki Wyspa, ani artystów z pracowni działających na terenie Stoczni, ani włodarzy miasta, ani ludzi z Fundacji Centrum Solidarności, ani ludzi ze Stoczni, ani gdańszczan, ani ich gości zwiedzających to, co zostało z „Kolebki”. Nikogo! Nikt nie przechodzi przez „bramy” poza żulernią sikającą, srającą i pijącą pod osłoną stalowych ścian w ukryciu przed resztą świta. Tego świata co to wolny i solidarny.

Co stało się z nami wszystkimi, którzy powinni czuć się odpowiedzialni za to, by pamięć stoczniowców i ich czynu nie była utytłana w ekskrementach? Dlaczego budowniczowie i zarządcy (ci ojcowie i te matki ideologiczne) ECS zapomnieli, że 50 metrów obok stoją bramy – dziś rzeczywiście stanowiące antypomnik? Czyżby Europejskie Centrum Solidarności zamykało się w murach rudego bloku stali? Czyżby budowa tego kolosa zwalniała z pamięci o tym, co już istnieje?

Albo przywróćmy dziełu Klamana jego pierwotną wartość, wkomponujmy je ponownie i realnie w „Drogę do Wolności”, albo potnijmy je na żyletki. To będzie doskonałe nawiązanie do losu wszystkich statków, wybudowanych we wszystkich stoczniach świata i świetny pretekst do zatarcia śladów po hańbie zapomnienia i obojętności. Zdecydowanie, pociąć na żyletki! Wszak „Brama I” formą i fakturą miała przypominać dziób okrętu – tak droga wszystkim w 2000 roku była historia Stoczni Gdańskiej.

Poniżej zdjęcia tego, co zostało z „bram” Klamana.

IMG_0001

Brama I

IMG_0003

Wewnątrz Bramy I

IMG_0004

Dalszy ciąg zwiedzania

IMG_0005

Zdjęcie na szczęście nie jest ostre. Gdyby było, przekonalibyście się bez trudu, że ten obrazek rzeczywiście pokazuje to z czym Wam się taki widok kojarzy.

IMG_0006

Nie tylko drogie alkohole

IMG_0007

Nadal Brama I

IMG_0008

Bezsprzecznie

IMG_0009

Ślad po tym, czym jest to miejsce i komu jest dedykowane

IMG_0011

Elektroniczny wyświetlacz

IMG_0012

Stal i szkło

IMG_0015

Brama II

IMG_0017

Farba odpada

IMG_0019

Kontynuacja wątku

IMG_0020

Fragmenty

IMG_0023

Symbole walki, wolności i solidarności

%d blogerów lubi to: