Sopot – nowa Utopia?

Zanim dotrzemy do pytania o tytułową Utopię, garść cytatów. Otóż w opublikowanej z początkiem tego roku „Diagnozie społecznej i gospodarczej” dla Sopotu (zespół pod red. Marcina Nowickiego) czytamy m. in.:

Sopot tylko nominalnie jest średniej wielkości, około czterdziestotysięcznym miastem. Realnie ma pewne cechy takiego miasta – np. w odniesieniu do skali i charakteru zagospodarowania przestrzennego. Formalnie, jest oczywiście samodzielną jednostką administracyjną, której terytorium podlega władzy lokalnej wspólnoty samorządowej – mieszkańców Sopotu. Jednak w ujęciu funkcjonalnym, którego istotą są relacje pomiędzy różnymi podmiotami (osobami fizycznym, przedsiębiorstwami, organizacjami pozarządowymi, władzami lokalnymi) jest częścią większego organizmu – aglomeracji Trójmiasta. Relacje te bardzo mocno wiążą Sopot z pozostałymi miastami i gminami aglomeracji – w szczególności z Gdańskiem i Gdynią. Można wręcz powiedzieć że cześć sukcesów jak i porażek, które stały się udziałem Sopotu i jego mieszkańców jest konsekwencją sukcesów i porażek, jakie odniosły Gdańsk i Gdynia. W tym sensie można mówić o Sopocie jako części miasta a pod pojęciem miasta rozumieć aglomerację Trójmiasto.

sopot tunelPal licho tę „aglomerację Trójmiasto” składającą się wedle autorów diagnozy z 13 gmin (!): Pruszcz Gdański, Kolbudy, Pruszcz Gdański, Żukowo, Kosakowo, Reda, Rumia, Wejherowo, Szemud, Wejherowo, Gdańsk, Gdynia i Sopot. Ciekawe jest dostrzeżenie wpływu jaki wywierają dwa sąsiednie miasta na Sopot. Autorzy, nie bez racji piszą o swoistej współodpowiedzialności Gdańska i Gdyni za sukcesy i porażki kurortu. Ale odnotowują jeszcze jedno zjawisko. Wpływ sąsiedztwa i specyfiki miasta (w znacznie większym stopniu niż Gdynia i Gdańsk, nastawionego na turystów – tymczasowych przybyszów oraz czerpiącego dochody głównie z przemysłu turystycznego) na sytuację populacyjną miasta.

W „Diagnozie” czytamy m.in.: Korzyści wynikające z wpływu aglomeracji na Sopot występują przede wszystkim w obszarze rynku pracy, dochodów oraz dostępności do infrastruktury technicznej, społecznej i gospodarczej. Te aspekty w bardzo dużym stopniu determinują warunki życia (obiektywne warunki otoczenia) jak i jego poziom (możliwości, głownie finansowe skorzystania z tych warunków).

Wśród niekorzyści wymienić należy znaczny odpływ migracyjny i w konsekwencji bardziej zaawansowany proces starzenia się społeczeństwa.(…)

Choć Sopot także wpływa na rozwój aglomeracji, to biorąc pod uwagę różnicę skali, właśnie to miasto czerpie większe korzyści z tytułu położenia i sąsiedztwa.

Dobrze ilustrują to dwa przykłady. Około 39 tys. mieszkańców Sopotu stanowi dla firm z Gdańska czy Gdyni (odpowiednio 461 tys. i 249 tys. mieszkańców) o wiele mniejszy rynek zbytu niż rynki własnych miast. Odwrotnie jest w przypadku firm sopockich. Podobnie jest z rynkiem pracy. Dla około 24 tys. mieszkańców Sopotu w wieku produkcyjnym lokalny rynek pracy nie ogranicza się do miasta zamieszkania w którym istnieje ok. 12 tys. miejsc pracy. Około 145 tys. miejsc pracy w Gdańsku i 69 tys. w Gdyni istotnie rozszerza możliwości zatrudnienia.

Z punktu widzenia mieszkańców Gdańska i Gdyni podaż pracy w Sopocie ma wyraźnie mniejsze znaczenie. Sopot powinien być zatem szczególnie zainteresowany wzmacnianiem współpracy samorządów lokalnych w obrębie aglomeracji. Dotychczasowa aktywność miasta jest znaczna i dotyczy przede wszystkim współpracy w zakresie kreowania i zarządzania obszarami metropolitalnymi, wzmacniania atrakcyjności inwestycyjnej, rynku pracy, infrastruktury technicznej i w ograniczonym zakresie infrastruktury społecznej. (…)

Położenie Sopotu w aglomeracji przyspiesza starzenie społeczeństwa – tańsza i zróżnicowana oferta mieszkaniowa w innych częściach aglomeracji wysysa mieszkańców miasta, których nie stać na zakup mieszkania w Sopocie, albo takich którzy decydują się na sprzedaż mieszkania w Sopocie i za uzyskaną kwotę budują domy lub kupują większe mieszkania na peryferiach aglomeracji. Znaczna część tych mieszkańców to ludzie młodzi – mający lub planujący dzieci. Sopot traci podwójnie – przynajmniej dwa pokolenia.

Sopot zajmuje pierwsze miejsce wśród polskich miast pod względem udziału ludności w wieku 65 lat i więcej w ogóle ludności. Wskaźnik ten obrazuje zaawansowanie procesu starzenia społeczeństwa.

No dobrze, cytatów sporo, a teraz mój komentarz do nich. Jeśli bowiem Sopot staje się miastem ludzi starych, emigrują z niego młodzi mieszkańcy, rynek pracy większy jest poza granicami administracyjnymi, to po takiej diagnozie, jakiego szukać lekarstwa – i czy należy go szukać? Może pozwolić sprawom biec własnym torem? No i co z tą diagnozą robią władze Sopotu? O ile mi wiadomo, problemy demograficzne są dostrzeżone i miasto próbuje im przeciwdziałać. Jak? Między innymi tak, że w tym roku rozpoczęto budowę 50 mieszkań komunalnych dla młodych sopocian. Program budowy lokali komunalnych prowadzony jest od kilku lat. w sumie ma ich powstać 200.

Być może jednak 200 mieszkań to za mało. Zważywszy, że czynsz w wysokości 10 zł za metr kwadratowy takiego mieszkania nie sprzyja zajmowaniu lokali większych niż średnio czterdzieści parę metrów. Na pierwsze mieszkanie w życiu jest dobrze, ale nie jest to szczyt marzeń młodych Polaków. I zaczną oni z czasem opuszczać przytulne mieszkanka komunalne i przenosić się do Gdyni czy Gdańska lub dalej. Gdzieś, gdzie znajdą lepsze warunki mieszkaniowe, albo będą mogli kupić tanie domy jednorodzinne lub segmenty w szeregowcach.

A co z Sopotem? Kto tam zostanie? Moim zdaniem wariantów jest kilka.

Pierwszy – w wyniku opuszczania miasta i starzenia się społeczeństwa i powstawania pustostanów, władze zaczną „ściągać” do kurortu mieszkańców innych miast i miejscowości. Nie tylko z Gdańska i Gdyni czy Kolbud i Pruszcza Gdańskiego. W Sopocie będą osiedlać się przyjezdni z Chorzowa, Rybnika, Rzeszowa albo Legnicy. O ile znajdą w okolicy pracę rzecz jasna. To jednak już inne zagadnienie.

Drugi – Sopot stanie się miastem na wyłączność dla tymczasowych obcych. Może nie na skalę Nicei i innych miejscowości Lazurowego Wybrzeża, ale zapełnią kurort bogaci turyści i tymczasowi rezydenci m. in. z Polski (bo Sopot to brzmi dumnie!), Rosji (przyczółek i brama do pozostałej części Europy) albo ze Skandynawii (bo taniej).

Trzeci – miasto stanie się przystanią dla polskiego establishmentu, rozmaitych gwiazd showbizu, przedsiębiorców, elity finansowej itp. itd. Tacy nowi mieszkańcy będą tam kupować nieruchomości i zasiedlą je na cały rok albo tylko sezonowo.

Wszystkie te opcje zakładają wymianę tkanki społecznej i zerwanie z pewną tradycją i dotychczasowym mitem kurortu. Nowi mieszkańcy będą tworzyć nową społeczność, nową historię i nową mitologię. Oczywiście, starzy mieszkańcy czy ich potomkowie nie znikną całkowicie z krajobrazu miasta, ale stracą znaczenie i wpływy. Wizja to iście utopijna.

Taka prognoza zakłada też utratę czy też przemianę tożsamości miasta i jego starych i nowych mieszkańców. Bardzo jestem ciekaw diagnozy społecznej i gospodarczej dla Sopotu za 10 czy 20 lat. Moje przewidywania mogą się wcale nie ziścić, choć równie dobrze mogę trafić w sedno. Urzędnicy magistratu w Sopocie prowadzą konsultacje społeczne z mieszkańcami starając się dowiedzieć, jaki swój Sopot widzą obywatele za lat powiedzmy 7. Opracowanie efektu tych spotkań będzie bardzo ciekawe, a zakładam, że o wymianie ludności w mieście nikt raczej nie myśli. Czy słusznie?

Zainteresowanych odsyłam do cytowanej wyżej diagnozy:
Diagnoza

Reklamy
%d blogerów lubi to: