Płynne pogranicze

Czasem wracasz w jakieś miejsce i masz wrażenie, że trafiłeś zupełnie gdzie indziej niż tam, dokąd chciałeś trafić. Patrzysz na scenografię i widzisz nowe elementy, nowe rekwizyty w przestrzeni. Mówisz sobie wtedy (zaskoczenie i nuta refleksji) „jak tu się pozmieniało!” Bywa, że kiedy trafiasz do miejsca, które niby dobrze znasz i okazuje się, że nie tylko scenografia jest nowa – to jest już zupełnie inne terytorium…

Czy zwróciliście kiedykolwiek uwagę jak kończą i jak zaczynają się nasze trzy miasta? Jak wyglądają na stykach swoich wewnętrznych granic oraz na obrzeżach? Czy pamiętacie jak wygląda granica między Oliwą a Sopotem, albo między Gdynią a Sopotem? Czy da się zauważyć wyraźny podział wyodrębniający jedno miasto od drugiego? Chyba nie… a jak wygląda trasa między Pruszczem a Gdańskiem? Tam podział na dwa różnej wielkości i znaczenia organizmy miejskie jest zniwelowany przez długi pas drogi i zielonych terenów około miejskich, rzekę, tory kolejowe. A jak się ma sprawa na granicy gminy Kolbudy i wsi Kowale, a Gdańska? Pomijam jakość architektury i zagospodarowania tych terenów, ale specjalnych różnic między wsią a miastem nie ma.

Ale czasem, choć scenografia w pierwszym momencie zaskakuje, nie ona jest najważniejsza. Za jej kształtem, albo zachodzącymi w niej zmianami, kryje się jeszcze coś…

Znalazłszy się kilka dni temu na gdańskim osiedlu Cztery Pory Roku (które znam, ale nie bywam tam często) trafiłem na sam jego koniec. I to, co tam zobaczyłem zaszokowało mnie jak mało co ostatnio. Otóż owo osiedle, bądź co bądź kawałek Gdańska, graniczy teraz bezpośrednio z zabudowaniami wsi Borkowo (którą znam, ale nie bywam tam często). To, że graniczy to nic wielkiego. W końcu miasto Gdańsk poszerza swoje terytorium w tym rejonie od wielu lat. zszokowało mnie, jak to pogranicze wygląda!

Otóż, jeśli ktoś zna Cztery Pory Roku wie, że na tym osiedlu stoją kilkupiętrowe, bardzowielorodzinne bloki i mniejsze domki, tzw. bliźniaki. Sceneria typowo osiedlowa, cicha, z miastem jako takim niewiele mająca wspólnego, ale stanowiąca stały element nowych obszarów polskich miast. A wieś Borkowo? Pamiętam ją z kilkudziesięcioletnich starych domków – obejść oraz z nowszych budynków w stylu kostki Rubika, a także z nowobudowanych doków jednorodzinnych czy szeregowców. Ot, miastowi uciekają na wieś, to im deweloperzy budują enklawy.

Ale podczas tej niedawnej wizyty zobaczyłem zupełnie inny krajobraz. W Borkowie powstało osiedle mieszkaniowe! I to osiedle w swojej stylistyce niczym nie różni się od domów budowanych 500 metrów obok na miejskim osiedlu Cztery Pory Roku (a także na równie nieodległym osiedlu Nowy Horyzont itp. itd.). Mało tego, z moich dociekań wynika, że cztery Pory Roku podzielić teraz można na część położoną w Gdańsku, oraz na część położoną w Borkowie. Przy czym, jeśli będziemy poruszać się w kierunku Borkowa główną drogą, to okaże się, że w części gdańskiej, przed granicą stoją szeregowce typowe do niedawna dla zabudowy podmiejskiej i wiejskiej. Jednym słowem, pogranicze miasta i wsi upłynniło się niepostrzeżenie…

IMG_0101

Na granicy miasta i wsi

IMG_0093

Wieś Borkowo

IMG_0094

To także wieś Borkowo

IMG_0104

A to miasto Gdańsk

Scenografie uległy wymieszaniu, podmianie. To może dezorientować przybyszy, a jaki wpływ ma na stałych mieszkańców (którzy najczęściej są, jak na razie, nowymi mieszkańcami). Kim są owi stali mieszkańcy? Co odpowiedzą, jeśliby spytać ich o to, gdzie mieszkają? W Gdańsku, w Borkowie, w mieście, na wsi? Nie przeprowadziłem szerokich badań w tej materii, znam tylko jedną odpowiedź i brzmi ona tak: „Mieszkam w Borkowie, ale czuję się gdańszczaninem i jestem od lat związany z Gdańskiem”. Myślę, że inne odpowiedzi w przeważającej części byłyby podobne. Tak jest z mieszkańcami osiedla Olimp we wspomnianych wyżej Kowalach. Wszyscy oni są świadomi odrębności administracyjnej od Gdańska, ale chyba większość utożsamia się jednak z Gdańskiem. Inaczej jest ze „starymi” mieszkańcami Kowal (wypieranymi przez napływowców). Oni czują się mieszkańcami dawnej wsi i gminy Kolbudy i ze wsią się utożsamiają.

Wpływ dominującego ośrodka administracyjnego na przylegające do jego granic obszary wiejskie jest przeogromny. Na przykładzie Gdańska i okolic możemy go obserwować w warunkach naturalnych, „bojowych”. Mam nadzieję, że jacyś solidni socjologowie z Uniwersytetu Gdańskiego krążą wokół tematu i wgryzają się weń nieustannie. Jaka jest rola dominującego miasta? Jakim zmianom ulega wieś? Jak zmienia się struktura mieszkańców wsi i ich aspiracje? Co wpływa na ich tożsamość? Jakie są relacje między autochtonami a przybyszami? Kto chce nadal mieszkać na wsi, a kto marzy o połączeniu z miastem? Te i setki innych pytań czekają na dopisanie do nich odpowiedzi.

Reklamy
%d blogerów lubi to: