Europejskie Centrum Sofistyki

IMG_0219Prawda jest względna wobec innych prawd, a to, co się liczy to zmysły, którymi odbierasz i poznajesz rzeczywistość. Dobrze i z pożytkiem, jeśli poznasz tę, a nie inną prawdę. Wiedza nabyta u nas, to wiedza przydatna w naszej rzeczywistości, a co za tym idzie, jedynie słuszna. Tak w skrócie można by opisać koncept, jaki przyświecał twórcom Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku. Kto był w tym budynku i widział ekspozycję stałą, ten wie.

Ale od początku – owa ekspozycja stała, rozpostarta na dwóch kondygnacjach gigantycznego, rdzawego Centrum, to zbiór eksponatów z przeszłości, współczesnych atrap i atakujących zmysły multimedialnych gadżetów imitujących muzeum oraz emitujących słuszny przekaz. Zacznę od owej „imitacji muzeum”. Od jakiegoś czasu pojęcie muzeum, idea muzealnictwa, ewoluuje starając się nadążyć za nowoczesnymi trendami, lub jak się części muzealników wydaje, za wyzwaniami współczesności oraz wyzwaniami stawianymi przez pokolenia wstępujące. Stąd mamy zmianę roli wystawienniczej muzeów na rolę edukacyjno-konceptualną (połączenie obu tych ról w przeszłości wzajemnie się nie wykluczało). Czasem to się sprawdza, kiedy ekspozycja artefaktów o rzeczywistej wartości muzealnej i historycznej równoważy multimedia (Muzeum Powstania Warszawskiego). Niestety, często – jak w przypadku ECS – kiedy brak tej równowagi, nie sprawdza się to kompletnie.
Podsumowując – muzea, zamiast jak dawniej, pokazywać swoje zbiory, eksponaty, opisywać je, omawiać i prowadzić działalność edukacyjną i popularyzatorską, tworzą dziś multimedialne prezentacje audio-video, zamiast przewodników „zatrudniają” nagrania opisujące „zbiory” a dla podniesienia estetyki, z reprodukcji, reprintów i rekonstrukcji tworzą kolaże, przestrzenne wizualizacje, niemal pomniki zawierające jakiś ideologiczny przekaz.
W najnowszym numerze „Zbioru Wiadomości do Antropologii Muzealnej” (1/2014) tak o tym pisze Paweł Krzyworzeka:

„(…) Muzeum wykorzystujące ostatnie osiągnięcia techniki staje się nowoczesne jedynie w wąskim wymiarze, szczególnie, jeśli nowinki wykorzystane zostają w niewysublimowany sposób. W polskim muzealnictwie, szczególnie wystawiennictwie, można znaleźć wiele przykładów rozwiązań zaawansowanych w formie, lecz ubogich w treści.(…)”

No w rzeczy samej! Ekspozycja stała, mimo zalewu multimedialnych prowokacji i niebanalnej aranżacji wnętrz, jest dość uboga w treści.
Wnioskuję tak po tym, co na owej ekspozycji zobaczyłem. Między innymi milicyjną pakę, tzw. pakę służącą w czasach PRL do przewozu mundurowych lub zatrzymanych, w zależności od potrzeb. Paka stoi w centralnym miejscu jednej z sal i jest otwarta dla zwiedzających. Zwiedzający, najczęściej młodzież szkolna, chętnie rozsiada się na twardych krzesłach zamontowanych w środku. Największą atrakcją jest jednak spory ekran emitujący film na temat stanu wojennego umieszczony tuż za kabiną kierowcy. Młodzież zna już takie patenty – w samolotach latających do egzotycznych wczasowisk takie ekrany, nieco może mniejsze, wyświetlają filmy, by podróżującym się nie nudziło. Czy zatem, młodzi ludzie korzystają z informacji odczytywanych przez lektora w trakcie emisji filmu o stanie wojennym? Czy może raczej patrzą na ekran, jak na jeszcze jeden multimedialny bajer, jakich w ich życiu nie brakuje? Widziałem jedną z takich grup uczniowskich – wpadła do wnętrza mega-suki. Dzieciaki powierciły się, poprzeskakiwały z fotelika na fotelik, popatrzyły w ekran i już musiały wychodzić na zewnątrz, bo wędrująca z nimi nauczycielka wygoniła grupę z milicyjnej gabloty. Oni nigdy nie dowiedzą się, co czuli ludzie siadający w tej gablocie aresztanci. Dla nich to błyskawiczny plac zabaw. No, ale może o to chodzi.

IMG_0207Tuż obok „instalacja” Doroty Nieznalskiej – rekonstrukcja stoczniowej bramy rozjechanej przez czołg w grudniu 1981 r. W rzeczy samej, artystycznie i „przesłaniowo” praca świetna, może nawet ocierająca się o geniusz. (A nie jest Nieznalska moją ulubioną artystką, ma to i owo wobec Stoczni i stoczniowców na sumieniu.) Niestety, w kontekście w jakim ją umieszczono, obok multimedialnej mega-suki zwanej dawniej lodówą, oraz obok ustawionych na drągach, wyzutych z grozy, zomowskich tarcz służących w czasach działania tej formacji do atakowania i spychania tłumu, gubi się przekaz i moc tej instalacji. Dlaczego? Bo w tym towarzystwie robi za kolejną atrapę, coś, co udaje, co zastępuje. Co zmieniło swoją funkcję, a co za tym idzie, znaczenie. Tymczasem „brama” Nieznalskiej od początku była przetworzeniem, nawiązaniem, memento, dotknięciem minionego a nie realnym przedmiotem, eksponatem, artefaktem.

IMG_0208Inna rzecz, giga-walec drukarski umieszczony w jednej z sal. Walec piękny, srebrny z krwiście czerwonymi elementami typograficznymi solidarycy. Jak dla mnie kwintesencja towaru zastępczego, udawania, karykatury historii. Porażka twórców ekspozycji. Gdzie jest miejsce na autentyczny powielacz, gdzie rekonstrukcja drukarni podziemnej oparta na autentycznych eksponatach?! To puste pułki społemowskiego sklepu mięsnego można było odtworzyć, a drukarnię już nie?!

IMG_0204 IMG_0195Kolejna atrapa – niby-okrągły-stół. Oryginału przenieść do Gdańska nie można było, więc zrobiono coś na pograniczu modelu architektonicznego, wizualizacji i rzeźby nowoczesnej. Jest stół, niby ten stół, a wiadomo, że nie ten i że nawet to nie jest stół.

IMG_0205To wszystko udaje wystawę, udaje muzeum. Na ekspozycji stałej zabrakło autentycznych dokumentów, druków, przedmiotów osobistych z wyjątkiem kurtki należącej do Ludwika Piernickiego, jednej z ofiar Grudnia 70, noszącej ślady po kulach. Jest też trochę samizdatów poprzyklejanych do ściany i właściwie tyle. Kurtka umieszczona w szklanej gablocie nie jest w żaden sposób opisana. Wiadomo, opisu dokonuje najpewniej lektor mówiący przez słuchawki do zwiedzających, o ile ci słuchawek sobie zażyczyli. Ot, moc multimediów. Po co komu opis eksponatu. Psułby nowoczesną ideę nowoczesnej ekspozycji dla nowoczesnych ludzi. W ogóle cała ekspozycja stała funkcjonuje bardziej w sferze audiowizualnego przekazu płynącego z ekranów i słuchawek lub głośników, niż w przestrzeni wnętrz. Mogłoby nie być ekspozycji, byleby był dźwięk właściwych treści.
A dlaczego zabrakło w ECS autentyków? Wszyscy to wiemy. Stoczniowa „Solidarność” ich po prostu władzom Centrum nie przekazała. Trudno spodziewać się by było inaczej, skoro władze Centrum nie uznały za stosowne opowiedzieć w swoim multimedialnym przekazie o sporach toczących „Solidarność”, o rozłamach, o podziale i kłótniach o wizje Polski. ECS ma do zaproponowania tylko jeden przekaz, który wyklucza inne spojrzenie na historię. Ci, których zabrakło w tym przekazie, np. małżeństwo Gwiazdów i wielu zwykłych stoczniowców, dziś mogą stworzyć swoisty Salon Odrzuconych. I niektórzy z nich tworzą, jak Jarosław Żurawiński (tel. 697 105 652) oprowadzający chętnych po Sali BHP i Hali U-botów, w której zgromadził razem ze znajomymi eksponaty autentyczne i niemultimedialne z okresu PRL-owskiej siermięgi.
Tak więc, przez lata tworzenia ECS nie udało się obu stronom dojść do porozumienia. Przy czym uważam, że największą moc sprawczą mieli w tej materii włodarze Gdańska i ECS. Stoczniowcy mają w orężu tylko swoją pamięć o wydarzeniach sprzed kilku dekad.

IMG_0199Mam wrażenie, że cała ta multimedialność i nowoczesność, całe to gadanie o tym, że to nie tyle muzeum, a bardziej centrum do debaty i namysłu nad naszą dzisiejszą wzajemną solidarnością ogólnoludzką, to tylko przykrywka. Zadaniem owej przykrywki jest kamuflaż prostej prawdy – oficjalna władza i jej, w pewnym sensie, reprezentanci, nie była w stanie przełamać się i poszerzyć krąg tych, których dopuszcza do grona współtwórców sukcesu „Solidarności” i Polski w ogóle. Nie była też w stanie dopuścić do tego, by argumenty jej oponentów wydostały się na zewnątrz, poza mury ECS a już tym bardziej, by w tych murach w ogóle zagościły. Stąd brak materiału ekspozycyjnego. Trzeba było zatem porobić aranżacje, pokazać co się ma, wymyślić cuda typu plac zabaw dla dzieci (ma powstać w ECS). Oficjele chcą uczyć solidarności, ale boją się jak ognia pokazania prawdy historycznej w pełnej perspektywie.

Nic to jednak, bo ECS i tak odniesie sukces. Postarają się o to wycieczki szkolne i te ze świata. ECS będzie najpewniej obowiązkowym punktem zwiedzania miasta. A i Was Czytelnicy, zachęcam do odwiedzin ekspozycji stałej. Trzeba to mieć za sobą.

IMG_0216

Reklamy

Sopocki epizod – dzieje archiwum Radiowej Agencji Solidarność

Jednym z elementów działalności propagandowej i dokumentalistycznej prowadzonej przez działaczy opozycji w latach 80. była funkcjonująca od 1980 r. Agencja Radiowa Solidarność. [1]

RAS, jak nietrudno się domyślić, działała oficjalnie do chwili wprowadzenia stanu wojennego. 13 grudnia jej archiwa zostały ukryte, a opinia publiczna „odzyskała” je ponownie w roku 2005. Wtedy to, w Gdańsku ówczesny wicemarszałek województwa pomorskiego Bogdan Borusewicz, otrzymał wszystkie taśmy z nagraniami zarejestrowanymi przez RAS. Przekazała mu je Barbara Cholewa-Dakowicz, która w noc stanu wojennego ukryła archiwum, i dzięki której nie trafiło ono w ręce bezpieki.

Tak pani Barbara, wtedy mieszkanka Sopotu, wspomina wydarzenia związane z zabezpieczeniem taśm:

W nocy 13 grudnia przybiegł do domu Mietek [brat, Mieczysław Cholewa – przyp. aut.] [2] i powiedział mnie i mężowi żebyśmy schowali archiwa. Wziął czapkę i rękawiczki i wybiegł z domu. To było już po pierwszej wizycie tajniaków. Schowaliśmy wszystkie taśmy w czarnym worku na śmieci w piwnicy między węglem, licząc, że bezpieka tam nie zajrzy. Był noc, więc kiedy przerzucaliśmy węgiel szuflą cały dom huczał. Na szczęście sąsiedzi nie zorientowali się, co robimy. Kiedy tajniacy przyszli kilka godzin później, drugi raz, siedzieli w domu i nie chcieli wyjść. Już wcześniej pokazali nam nakaz aresztowania Mietka i być może liczyli, że on wróci do domu. Kiedy w końcu poszli, rano przyszedł do nas brat Bogdana Borusewicza, żeby uprzedzić co się dzieje. W radio usłyszeliśmy też wystąpienie Jaruzelskiego. Zaczęliśmy zastanawiać się, co zrobić z archiwum schowanym w piwnicy. Istniało ryzyko, że cały dom zostanie dokładnie przeszukany i znajdą te taśmy.

Znajoma mojej mamy, pani Maria Koszarska – dziś już nieżyjąca – zaoferowała się, że znajdzie miejsce na przechowanie taśmy. Umówiłyśmy się z nią – ja i mama – w Sopocie, w kościele pod wezwaniem św. Andrzeja Boboli. To była ostra zima, na ulicach było dużo śniegu, ale nie miałyśmy żadnych sanek, więc wszystkie taśmy zapakowałyśmy do wózka dziecięcego, w którym woziłam mojego młodszego syna Konrada. Na wierzchu położyłam lalkę ubraną w czapkę i szalik, przykryłam ją kocem i tak wyruszyłyśmy do kościoła. Dobrze, że nikt nie zaoferował nam pomocy w przenoszeniu wózka przez zaspy, bo żaden wózek z dzieckiem tyle nie ważył, co ten nasz i ktoś mógłby się połapać, że w środku jest coś zupełnie innego niż niemowlak. Przed świątynią moja mama kazała mi zaczekać, a sama weszła do środka. Kiedy stałam na ulicy obok przechodził uzbrojony patrol ZOMO. Pot lał się ze mnie ciurkiem, zaczęłam nerwowo bujać wózkiem jakbym miała tam prawdziwe dziecko. Na szczęście zomowcy przeszli spokojnie dalej. Czekałam więc dalej i w pewnym momencie mama wybiegła z kościoła przerażona –  w środku nie było pani Koszarskiej. Zbliżała się godzina milicyjna, a my stałyśmy na środku chodnika w pierwszym dniu stanu wojennego z wózkiem wypchanym nielegalnymi materiałami. Miałyśmy w Sopocie znajomą, mamę mojej przyjaciółki szkolnej, która zawsze opowiadała jak to w czasie wojny bohatersko stawiała czoła przeciwnościom losu. Niestety, kiedy otworzyła nam drzwi i powiedziałyśmy z czym przychodzimy, spytała czy nikt za nami nie szedł. Bała się. Jasne było, że u niej archiwum nie możemy schować.

Przyszła mi do głowy inna kryjówka. Na ulicy Pstrowskiego mieszkał kiedyś mój kolega z dzieciństwa Roman. Zajechałyśmy tam z naszym wózkiem, a w mieszkaniu wyprawiane były akurat czyjeś urodziny. Od podwórka było wejście do piwnicy, kolega męża pozwolił nam schować w niej wózek. Zresztą ten wózek nasz syn „odziedziczył” po jego córce. Parę dni później poszłam tam i spotkałam mamę tego znajomego, panią Rysię. Na mój widok krzyknęła „Baśka, ja cię zabiję!” Jak się okazało, wcale nie chodziło jej o nielegalne archiwum przechowywane pod jej dachem. W razie czego, zawsze mogła się wyłgać, że piwnica jest stale otwarta i ktoś je tam podrzucił. Pani Rysia, znała wózek, który należał do jej wnuczki i wiedziała, że teraz wożę w nim Konrada. „Mało zawału nie dostałam! Schodzę rano do piwnicy, bo chciałam węgla do pieca dorzucić, patrzę a tam znajomy wózek. Pierwsze co pomyślałam, to – Baśka dziecko zabiła i podrzuciła mi trupa.” Zabrałam stamtąd wózek, bo przecież nie mógł stać nie wiadomo jak długo w piwnicy. Okazuje się, że w takich chwilach człowiek nie myśli o różnych oczywistych sprawach.

Kolejny etap wędrówki wózka z taśmami „Solidarności” to schowek pod schodami w domu znajomego mojego taty. Przeleżały tam one trzy tygodnie aż ciotka mojego męża, która mieszkała w Gdyni na Falistej, zaoferowała, że przechowa je u siebie. Tak też się stało. O tym, gdzie są taśmy od tej pory wiedziała tylko ona i ja z mężem.

5 maja 1981 na imieniny mojej mamy Zofii, które obchodzone są 15 maja, przyjechał Jacek Fedorowicz ze znajomym radiowcem. Przez dwa tygodnie, siedzieli w mieszkaniu u cioci i kopiowali te taśmy. Potem cale to archiwum trafiło na pawlacz w przedpokoju mieszkania cioci i tak przeleżało kilkanaście kolejnych lat. Wreszcie ciocia poprosiła żeby je stamtąd zabrać, bo szykowała remont mieszkania. Przewieźliśmy wspólnie z mężem całe archiwum do Niemiec, ale trzymanie ich za granicą było bez sensu. Spytałam więc brata, komu je przekazać. Polecił Mirka Chojeckiego. W tym czasie nawiązałam jednak kontakt z Bogdanem Borusewiczem i ostatecznie to jemu przekazałam taśmy. On przekazał je dalej, do archiwum Polskiego Radia.

I taki to był epizod stanu wojennego. Z epizodów, postaw ludzkich, zbiegów zdarzeń i okoliczności tworzy się historia – Polski, miasta, regionu, dzieje rodzin i życiorysy poszczególnych uczestników wydarzeń. Historię oceniają przyszłe pokolenia, z życiorysów trzeba czasem rozliczyć się samodzielnie. Oby bilans był dodatni.

[1] http://www.wszechnica.solidarnosc.org.pl/?page_id=1751

[2] https://trzymiasta.wordpress.com/2013/12/17/sprawa-tw-rejtana/

%d blogerów lubi to: