Pytania i odpowiedzi

ratuszNo i oto, po wielu tygodniach hibernacji, Blog Trzech Miast wraca do życia z obiecanym tekstem o badaniu tożsamości studentów gdańskich uczelni. Badanie przeprowadzone zostało przez studentów I roku MSU socjologii na Uniwersytecie Gdańskim. Próba badawcza była niereprezentatywna, za to dość przyzwoita i wynosiła ok. 200 respondentów. Te dwie setki to studentki i studenci Uniwersytetu Gdańskiego, Politechniki Gdańskiej i Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego oraz niewielki odsetek reprezentantów innych gdańskich szkół wyższych.

Na początek przedstawię hipotezy i cel badawczy projektu.

Tytuł i zagadnienie:
Zmiany tożsamości lokalnej studentów pochodzących z innych miejscowości, uczących się w Gdańsku

Główny problem badawczy:
Jak zmienia się tożsamość lokalna studentów pochodzących z innych miejscowości, uczących się w Gdańsku?

Problemy szczegółowe:

  1. Jaki jest stosunek studentów przyjezdnych do ich miejscowości rodzinnych w pierwszym okresie studiów?
  1. Co studenci rozpoczynający naukę myślą o Gdańsku?
  1. Jaki jest ich związek emocjonalny z Gdańskiem po kilku latach nauki?
  1. Które czynniki wpływają na zmianę tożsamości lokalnych studentów?
  1. Jak zmienia się stosunek studentów kończących naukę w Gdańsku do ich miejscowości rodzinnych?

Hipotezy:

  1. Stosunek studentów rozpoczynających naukę w Gdańsku do ich miejscowości nie jest jednolity.
    Część z nich jest związana ze swoimi miejscowościami, a część upatruje w studiach szansy na stałą emigrację z miejscowości rodzinnych.

1b. Niektórzy nowo przybyli boją się Gdańska, w ich mniemaniu dużego miasta, w którym trudno im będzie odnaleźć się i zaaklimatyzować.

  1. Gdańsk jest postrzegany przez studentów rozpoczynających naukę pozytywnie – znaczący ośrodek akademicki, miasto wielu możliwości.
  1. Emocjonalny związek z Gdańskiem nasila się z upływem czasu.
  1. Wśród czynników wpływających na tożsamość lokalną są m. in.:

4a środowisko rówieśnicze

4b znajomość topografii miasta

4c możliwości rozwoju, jakie oferuje miasto

4d związki z miejscem zamieszkania w czasie studiów

4e praca podjęta w czasie studiów

4f. zaangażowanie w działalność lokalnych organizacji i grup nieformalnych

  1. Stosunek do miejscowości rodzinnych zmienił się w okresie studiów.

5a. Część studentów nadal z sentymentem myśli o swoich miejscowościach rodzinnych.

5b. Część spośród nich niechętnie myśli o miejscowościach, z których przyjechali.

Żeby zajmować się badaniem tożsamości w jakimkolwiek, choćby najbardziej wycinkowym ujęciu, należało uzgodnić, co rozumiemy przez tożsamość. W tym wypadku tożsamość lokalną. I tak Pogląd Małgorzaty Melchior uwzględnia łączność pomiędzy znaczeniem i funkcjami tożsamości indywidualnej, społecznej oraz lokalnej. Wyraża się on w twierdzeniu, że istotną cechą tożsamości jest niewątpliwie poczucie zakorzenienia, czyli występująca w jednostce i w grupie świadomość swojego miejsca na świecie. Dla określenia własnej tożsamości niezbędne jest określenie przynależności przestrzennej, nierozerwalnie związane z wiedzą o własnych „korzeniach”, o tym skąd się pochodzi w sensie społecznym, historycznym, kulturowym. Poczucie własnej tożsamości kształtuje się nie tylko w odpowiedzi na pytanie jednostki o to, „kim jest”, ale również na pytanie: „skąd jest”.[1]
Stąd Tożsamość lokalną rozumiemy jako poczucie zakorzenienia i znajomość pierwszej podstawowej odpowiedzi na pytanie “skąd jestem?”

Idąc dalej, zgodnie z tym drogowskazem w postaci zwartej definicji, przeprowadzone zostało badanie ankietowe, a część jego wyników przedstawię poniżej.

I tak, na pytanie: Czy w czasie studiów częstotliwość Twoich powrotów do miejscowości rodzinnej uległa zmianie? 49,7 proc. badanych odpowiedziała, że tak – z czasem coraz rzadziej zaczęli wracać do swoich domów rodzinnych. Zdaniem 45,7 proc. nic się w tej materii nie zmieniło, a 4,5 proc. zaczęła z czasem częściej wracać do domów.

Na pytanie o powód, dla którego wybrali studia w Gdańsku, 30,5 proc. stwierdziło, że po prostu, w ich miejscowości nie ma wyższej uczelni, a dla 29,5 studentów nauka w Gdańsku to było spełnienie marzeń. Dla 14,7 proc. badanych studia w Gdańsku są oznaką prestiżu.

Co ciekawe, aż 63 proc. badanych mieszka w Gdańsku na stancjach. 14,3 proc. korzysta z dobrodziejstwa akademików. Niemal 17 proc. badanych dojeżdża na studia spoza Gdańska.

60,5 proc. badanych wciąż lubi swoją miejscowość rodzinną, choć dostrzega jej mankamenty. Bardzo przywiązanych do miejscowości rodzinnej jest 25,2 proc. studentów, a 6,4 nie lubi swojej miejscowości rodzinnej. Dla 7,8 respondentów jest to miejsce obojętne.

Gdańska nie lubi 5,9 przyjezdnych studentów, a dla 17,8 proc. jest to miasto obojętne. Za to 75,7 proc. lubi Gdańsk. 68,6 proc. z tej grupy uważa Gdańsk za piękne miasto, bliskość do morza docenia 70 proc. Co ciekawe, jako bardzo przyjaznych ocenia gdańszczan tylko 13,7 proc. Miastem rozrywkowym jest Gdańsk tylko dla 45,7 proc. możliwości rozwoju w Gdańsku dostrzega 64 proc. badanych. Aż 84,7 proc. z tej grupy uznaje, iż możliwości rozwoju są w Gdańsku większe niż w ich miejscowościach rodzinnych.

A co z tymi, którzy Gdańska nie lubią? Ano dokładnie połowa z nich twierdzi, że gdańszczanie są wręcz nieprzyjaźni. Na drożyznę narzeka 25 proc. badanych, a nie może się w nim zaaklimatyzować 41,6 proc. badanych.

Ciekawe, że 29,7 proc. studentów w czasie kolejnych lat nauki zaangażowało się działalność społeczną, organizacje pozarządowe, społeczność lokalną.

Stosunek do miejscowości rodzinnej zmieniło 27 proc. badanych, ale 57,3 uważa, że nic się w tej kwestii nie zmieniło. Pozostali nie umieli jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.

Tylko 8 proc. badanych chce po zakończeniu studiów pozostać w Gdańsku na stałe. Na jakiś czas zamieszka tu 24,6 proc. a 14,8 wróci do rodzinnej miejscowości. Decyzji nie podjęło jeszcze 39 proc. studentów.

I to na razie tyle jeśli chodzi o statystyki. Końcowy raport z badania jeszcze nie powstał, brak ostatecznej konkluzji w odniesieniu do hipotez badawczych. Dlatego Czytelnicy sami mogą popróbować swoich sił przy analizie tych częściowo podanych tutaj wyników.

[1] M. Melchior, Społeczna Tożsamość jednostki, WUW, Warszawa 1990

Reklamy

Tożsamość tymczasowa i nowa tożsamość

paniKobieta na zdjęciu to Jadwiga Morawska, z domu Dominiczak. Jest córką najmłodszego w przedwojennej Polsce wójta, Edmunda Dominiczaka. Od 1977 roku mieszka w Sopocie, dokąd przeniosła się z Gdańska, w którym jej rodzina żyła od 1949. Wcześniej było wygnanie i kilka trudnych wojennych lat na Polesiu w Dąbrowie i Niemojkach, po tym jak Niemcy wysiedlili Dominiczaków z ich rodzinnego domu w Kościerzynie.

Pani Jadwiga opowiedziała mi historię swojego życia, a między innymi wspominała pierwsze chwile spędzone w Gdańsku, do którego trafiła z rodzicami i rodzeństwem w grudniu 1949 roku.

– Bardzo wielu przyjaciół mojego ojca wróciło szybciej niż my do Kościerzyny – mówi pani Jadwiga. – Trzeba było podpisać kartę Eingedeutschte [trzecia kategoria Volkslisty; osoby autochtoniczne, uznawane za częściowo spolonizowane – Ślązacy, Kaszubi, Mazurzy i Polacy niemieckiego pochodzenia lub pozostający w związkach małżeńskich z Niemcami] i już można było wracać z wygnania do domu. Myśmy zostali do samego końca wojny, bo mój tatuś, patriota nie chciał prosić o łaskę i zdradzać Ojczyzny. Podróż powrotna była długa, ciężka i odbyliśmy ją w świńskich wagonach. Zastaliśmy nasz dom po powrocie w tragicznym stanie. Wszystko było rozwalone, bez okien. Zamieszkaliśmy więc najpierw w pobliżu dworca. Potem u przyjaciółki mojej mamy, a na końcu wróciliśmy na Hallera, czyli do dawnego, odremontowanego domu. Tatuś pracował i był znany w okolicy, poza tym był dobrym księgowym i dostał propozycję pracy w Gdańsku w zakładach chemicznych. Zamieszkaliśmy przy ulicy Grunwaldzkiej 46. Ojciec dostał mieszkanie służbowe.

Moja rozmówczyni naukę w szkole średniej kontynuowała w Topolówce. Z jej wspomnień wyłania się obraz trudnych stalinowskich czasów, w których nawet licealiści narażeni byli na represje za najdrobniejsze nieposłuszeństwa wobec władzy ludowej. Pani Jadwiga opowiada o trudnym roku 1968, kiedy idąc z synem po ulicy dostała się pod milicyjne pałki, mówi o roku 1970 i innych ważnych momentach w jej życiu i życiu miasta. Ale w 1977 roku, po 27 latach, kończy się jej gdańska historia i aż chciałoby się zapytać, o z jej gdańska tożsamością. Owa tożsamość została zachowana, ale dziś już raczej jako wspomnienie pewnego zamkniętego etapu w życiu. Była zatem ledwie etapem. Miała cechy trwałe, ale okazała się tymczasowa. Dzieje rodziny Dominiczaków od 1949 roku, to dzieje „nowych gdańszczan”, którzy nie mieli gdańskiej przeszłości, wspomnień, punktów odniesienia. Wszystko musieli stworzyć od nowa, a niektórzy z nich – jak pani Jadwiga – zamknąć w pewnym momencie życia.

Przychodzą mi na myśl inne opowieści, zasłyszane od Benedykta Wietrzykowskiego, prezesa Stowarzyszenia Gdynian Wysiedlonych. Pan Benedykt opowiadał mi o tragediach całych rodzin, heroicznej walce o przetrwanie z dala od domów, powrotach do rodzinnego miasta. Bo Gdynia, w przeciwieństwie Gdańska, była dla powojennych mieszkańców najczęściej domem w pierwszym lub drugim nawet pokoleniu. Oni odczuwali związek ze swoim miastem. Nowi Gdańszczanie, o czym pisze Stefan Chwin w eseju „Mity i prawdy gdańskiej pamięci”, nie czuli żadnych związków ani z miastem, ani z jego dawnymi mieszkańcami, którzy przecież w znacznej części byli znienawidzonymi Niemcami, a których właśnie udało się wypędzić z ziem „nierozerwalnie związanych z Polską” jak chciała ówczesna propaganda. I tak, o ile gdynianie, mieli własna lokalną przeszłość, o tyle gdańszczanie przywieźli nad Motławę tysiące osobistych, indywidualnych historii, związanych wprawdzie koszmarem wojny, ale wywodzących się z różnych miejsc, różnych małych ojczyzn. Dopiero na tym gruncie miała się pobudować tożsamość gdańszczan.

Co ciekawe, obie te społeczności, (a przy tym nie należy zapominać o mieszkańcach Sopotu, którzy często byli w podobnej do gdańszczan sytuacji choć w mieście pozostała grupka przedwojennych Polaków), zaczynały odrębne życie na bazie dwóch odrębnych legend jakie konstruowały peerelowskie władze na użytek propagandy i rewizji niewygodnej historii.

W latach 50. Coś zaczęło się zmieniać – pojawiający się coraz częściej zwrot „trójmiasto” stanowił element łączący Gdańsk, Sopot i Gdynię. Nawet jeśli w umowny, nieskonsolidowany organizm, to przynajmniej w organizm rdzennie polski i na polskim gruncie wyrosły, do którego mogli odwoływać się mieszkańcy trzech miast, dotąd żyjący odrębnie. Ale odrębność pozostała, bo – jak wspomniałem – nowe legendy dwóch miast były różne, różne były doświadczenia ich mieszkańców i odmienna rodziła się tożsamość w Gdańsku i Gdyni. Mam wrażenie, że o gdańskiej tożsamości (wychodzącej poza granice wyznaczone przez PRL) zaczęto mówić bardzo późno, gdzieś w okolicach „Weisera Dawidka”, bo „Blaszany bębenek” początkowo takiej siły przebicia w świadomości gdańszczan chyba nie miał. Tożsamość gdyńska była tyleż romantyczna, co peerelowska. Najpierw był port i sukcesy gospodarcze – legenda polskiej (PRL) potęgi morskiej. „Miasto z morza”, jego początki i inny odcień romantyzmu, zafunkcjonowało w świadomości mieszkańców znacznie później u progu nowego stulecia.

Dziś oba te nurty tożsamości są bardzo intensywnie eksploatowanie przez wielbicieli lokalności i historii. Mam wrażenie, że „do wyczerpania zapasów” albo nasycenia przestrzeni i umysłów. Czy za kilka, kilkanaście lat mieszkańcy Gdańska, Sopotu i Gdyni będą budować swoje własne mity i własne tożsamości miejsc w oparciu o nowe punkty wyjścia/zwrotne? Co w takim razie będzie nowym tworzywem? A może lokalne społeczności coraz bardziej obywatelskie działające na rzecz określonych grup i miejsc i świadome swojej roli i potencjału? Paradoksalnie to właśnie one mogą z czasem doprowadzić (wymusić) do powstania spójnej logistycznie i przyjaznej ludziom aglomeracji, choć do Trójmiasta przez duże „T” wciąż będzie daleko.

%d blogerów lubi to: